Duch Prawa…?

Duch Prawa…?

Wstęp

Można zastanowić się, czy łatwo jest zniszczyć przed sądem przedsiębiorcę? Czy łatwo jest od niego zasądzić np. blisko 3 mln zł tytułem diet i ryczałtów noclegowych na podstawie przepisu, który zaczął obowiązywać kilkanaście lat później? Prawie wszystkie orzeczenia SN i ogromna część orzeczeń sądów powszechnych w sprawach o wypłatę na rzecz kierowców ryczałtów noclegowych, została wydana według stanu prawnego nieobowiązującego w czasie, za który pracownicy dochodzą powództwa. I sądy tego nie dostrzegły?

Obserwując dziesiątki wyroków sądów powszechnych oraz kilkanaście orzeczeń Sądu Najwyższego w sprawach dotyczących wypłaty ryczałtów noclegowych dochodzę do wniosku, że bardzo łatwo jest zniszczyć przedsiębiorcę i to wprost nielegalnym wyrokiem. Bardzo łatwo jest zniszczyć miejsca pracy, w imię czego? No właśnie, sądy robią to – w imię ochrony jakiej wartości? Wystarczy, że sąd powszechny lub Sąd Najwyższy wyda błędny/nielegalny wyrok, który się uprawomocni – stanie się rozstrzygający w sprawie – i nie ma żadnego znaczenia fakt, że wyrok taki narusza kilkadziesiąt elementów i łamie niemalże wszystkie elementarne zasady wykładni prawa, teorii prawa, prawoznawstwa, logiki, doktryny, orzecznictwa TK i samego SN, praw człowieka itp…

Taka – tragiczna dla pracodawców i tragiczna dla sytemu prawnego – sytuacja ma bardzo często miejsce w sprawach, w których kierowcy zawodowi dochodzą od przedsiębiorców transportowych roszczeń z tytułu ryczałtów noclegowych za te noclegi, które realizowali w specjalistycznych kabinach noclegowych i za które nie ponieśli kosztu.

Już w kategoriach logicznych można mieć poważne wątpliwości, czy sądy mogą zasądzać na rzecz pracowników wypłatę ryczałtów za realizację noclegów, skoro ci nie ponieśli jakiegokolwiek kosztu noclegu?

Jednak oparcie wykładni prawa wyłącznie na zasadach logiki, choć cenne (a wręcz kluczowe), to jednak w niektórych (bardzo nielicznych przypadkach) bywa niewystarczające. Wyjątkiem bowiem od zastosowania zasad logiki w procesie wykładni prawa są tzw.: „fikcje prawne” – obszernie opisane w doktrynie prawa. Czasami bowiem (w bardzo nielicznych przypadkach), pomimo dostrzegania stanu „X”, należy go interpretować jako stan „Y”. Są to bardzo, bardzo nieliczne przypadki. Kluczowe jest, że „fikcje prawne” muszą wynikać wprost z treści normy. Oznacza to, iż wyłącznie sama norma może uprawniać prawnika/sędziego lub beneficjenta jej treści do interpretacji stanu „X” w sposób „Y”.

W przypadku, gdy norma wprost nie pozwala na rozumienie stanu „X” w sposób „Y”, wówczas zastosowanie „fikcji prawnej” jest nielegalne… o czym wielokrotnie zapomniały sądy pracy, a w tym także Sąd Najwyższy zasądzając wypłatę ryczałtów noclegowych na podstawie nienormatywnych fikcji prawnych.

Zasady wykładni prawa, stosowane w procesie wykładni prawa i orzekania sądów, są klarowne, proste, logiczne… można by powiedzieć, że są wręcz bardzo eleganckie. To naturalne, ponieważ ich elegancja i przejrzystość ma genealogiczny pierwowzór właśnie w zasadach logiki ogólnej i matematyki (działanie na zbiorach, paradygmat realizacji operacji w ściśle określonej kolejności itp).

Uregulowania prawa pracy kierowców jednoznacznie i wprost stanowią, iż pracodawca ma obowiązek wypłaty kierowcy świadczeń z tytułu podróży służbowych wyłącznie pod warunkiem, że kierowca poniósł wcześniej koszt noclegu, ale np.: z różnorodnych przyczyn nie dysponuje rachunkiem hotelowym, potwierdzającym wysokość poniesionego kosztu.

Jednocześnie nie ma jakiegokolwiek uregulowania, które nakazywałoby pracodawcy, zapewnić w każdym przypadku nocleg w standardzie hotelowym – wręcz przeciwnie, ustawa o czasie pracy kierowców wprost wskazuje, iż ma to być standard co najmniej kabiny noclegowej pojazdu. Może to stwierdzić każdy, kto potrafi czytać ze zrozumieniem.

Przynajmniej 15 sądów pracy, o których pisałem wielokrotnie, podziela punkt widzenia, iż z treści normy oraz z zasad wykładni prawa wynikają dwa fakty: a) że ryczałt należny jest jedynie jako zwrot za realnie i wcześniej poniesione koszty oraz b) że polskie prawo wprost przewidziało minimalny dopuszczalny standard realizacji noclegu w specjalistycznej kabinie.

Jak więc się to dzieje, że Sąd Najwyższy i wiele sądów powszechnych ciągle wobec tak jasnej, oczywistej i bezdyskusyjnej treści norm zasądzają (wbrew treści uregulowań prawnych) wypłatę ryczałtów noclegowych?!

Można wierzyć lub nie wierzyć w spiskową teorię dziejów…ale…taki stan rzeczy u każdej inteligentnej osoby musi budzić różnorodne podejrzenia… Czy to naprawdę jest możliwe, żeby tylu sędziów popełniło w każdym z orzeczeń od kilkunastu do kilkudziesięciu błędów i to w sytuacji, gdy kilkudziesięciu innych sędziów potrafiło przeczytać dokładnie treść norm i zastosować prawidłowo zasady wykładni prawa?

Czy sprawa sprowadza się jedynie do tego, że sędziowie SN i niektórzy sędziowie sądów powszechnych zapomnieli zasad wykładnie prawa…co jest nieprawdopodobne? Czy też może świadomie ich nie stosują prawidłowo, szukając uzasadnienia dla z góry obranego celu?

Spiskowa Teoria Dziejów

Postaram się zaprezentować jak mógł (czysto hipotetycznie) kształtować się cały proces orzeczniczy, zasądzający wypłatę ryczałtów noclegowych z naruszeniem treści normy i zasad wykładni prawa. Nie twierdzę, że z całą pewnością dokładnie tak on wyglądał…ale przedstawiona dalej hipoteza składa się w logiczną i prawdopodobną całość.

Skoro nie było i nadal nie ma podstaw normatywnych do zasądzania wypłaty ryczałtów noclegowych w sytuacji, gdy kierowca nie poniósł kosztu noclegu i skoro polskie prawo dopuszcza możliwość realizacji noclegu w kabinie sypialnej, to można zadać logiczne pytanie: na czym dokładnie są oparte orzeczenia sądów, a w tym także Sądu Najwyższego, zasądzające wypłatę ryczałtów noclegowych?

Otóż – na niczym!

Ale to „nic” należało przystroić w jakieś „piórka” quasi prawnego języka…i stąd zaczęto się powoływać w wyrokach nie na treść konkretnych przepisów, ale na tzw.: „dominującą linię orzeczniczą sądów”…bla, bala, bala…. Czyli powoływano się nie na prawo, ale na to co sądy sobie wprost wymyśliły i ustaliły, że będą orzekać wbrew treści normy. W pewien bardziej lub mniej bezpośredni sposób, sądy uzgodniły jak będą orzekać z pominięciem treści normy. Mogę wskazać szereg wyroków, w których sądy nie powołują się na jakąkolwiek normę – broń Boże nie przytaczają jej – ale z uporem wydają wyrok głównie na podstawie „dominującej linii orzeczniczej”. Czyli innymi słowy sądy mówią: może i przepis mówi „X”, ale większość sądów nie zgadza się z ustawodawcą i będziemy orzekać w taki sposób jakby przepis stanowił „Y”.  W ten sposób sądy weszły w ciężki spór z ustawodawcą, przejmując jego kompetencję i kpiąc z zasady Monteskiuszowskiego trójpodziału władzy. Sądy w tej sprawie po prostu uznały, że staną się ustawodawcą, ponieważ nie podobają im się dotychczasowe uregulowania prawa.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dwa fakty:

Po pierwsze pracodawcy nie mogli wiedzieć, że za wiele lat sądy będą wbrew treści normy nakazywać wypłatę ryczałtów noclegowych. Gdyby to wiedzieli to by je wypłacali i to z korzyścią dla siebie, zamiast części wynagrodzenia zasadniczego. 

Po drugie te same sądy (w tym składy trzyosobowe – najniższe hierarchicznie Sądu Najwyższego), orzekając w stanach faktycznych do 3 kwietnia 2010 roku, orzekały wbrew treści nadrzędnej hierarchicznie uchwały siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 2008 roku – która stanowiła, że de facto, aż do 3 kwietnia 2010 roku KIEROWCY W OGÓLE NIE PRZEBYWALI W PODRÓŻY SŁUŻBOWEJ, WIĘC W OGÓLE NIE MOGLI OTRZYMYWAĆ JAKICHKOLWIEK DIET I RYCZAŁTÓW.

I ta uchwała siedmiu sędziów SN, aż do dziś jest „solą w oku” tych sędziów SN, którzy uparli się żeby za wszelką cenę zasądzać wypłatę ryczałtów noclegowych.

Doszło bowiem do takiej sytuacji, w której sądy powszechne oraz trzyosobowe składy Sądu Najwyższego nie tylko, że zasądzają wypłatę ryczałtów noclegowych wbrew treści normy i jednocześnie na podstawie zakazanej nienormatywnej fikcji prawnej, ale co gorsza wbrew hierarchicznie nadrzędnej uchwale siedmiu sędziów SN z 2008 r., która jasno określa, że kierowcy w ogóle (aż do 2010 roku) nie przebywali w podróży służbowej.

I tu zaczął się cały „cyrk” i kombinacja, jak ominąć te trzy niewygodne fakty, a zwłaszcza jak ominąć nadrzędną hierarchicznie uchwałę siedmiu sędziów SN z 2008 roku?

I zaczęło się kombinowanie z powoływaniem się nie na literę prawa i nie na uchwałę siedmiu sędziów SN z 2008 r., lecz na tzw.: „dominującą linię orzeczniczą”.

Dla pełnej jasności trzeba zaznaczyć, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak „dominująca linia orzecznicza”. Jest to określenie, na które z lubością powołują się wszyscy ci, którzy z różnych powodów nie mają czasu sami zagłębić się w istotę sprawy lub są konformistami i boją się sami zawyrokować w oparciu o własny intelekt lub brak im umiejętności dla prawidłowego rozwiązania zadania. Wówczas zamiast samemu się wysilić, sprawdzają co mówiły inne sądy i twierdzą, że istnieje rzekoma „dominująca linia orzecznicza”, a następnie wyrokują na jej podstawie.

Wyrokują oczywiście bez szczególnego analizowania stanu faktycznego konkretnej sprawy – słowem…dramat, tragedia i porażka…przede wszystkim porażka i jako człowieka i jako prawnika.  Niestety, skutkami tej porażki są objęci „Bogu ducha winni” podsądni.

Czy więc łatwo jest zniszczyć nie tylko pojedynczego pracodawcę, ale całą branżę przedsiębiorców nie mając ku temu, ani podstaw prawnych, łamiąc zasady wykładni prawa i orzekając wbrew hierarchicznie nadrzędnej uchwale SN?

Bardzo łatwo!

Wystarczy wydać kilka lub kilkanaście nielegalnych/contra legem (naruszających różnorodne elementy) wyroków i utworzyć (z księżyca) tak zwaną „dominującą linię orzeczniczą” Sądu Najwyższego, na którą ten sam Sąd Najwyższy i sądy powszechne, będą się później powoływały nie odnosząc się już do treści normy i pomijając hierarchicznie nadrzędną uchwałę SN z 2008r.

Pomysł jest genialny w swej prostocie!

W pierwszym etapie wydaje się, więc wyrok, który jest sprzeczny z treścią normy, narusza: zasady wykładni prawa, logikę prawniczą, stanowiska doktryny, orzecznictwo TK… ale to nic, ponieważ SN twierdzi, że czyni to w ramach…rzekomej niezawisłości sędziowskiej (z którą w istocie nie ma nic wspólnego).

W drugim etapie wydaje się szybko drugi i trzeci analogiczny wyrok, dotyczący podobnej sprawy i tworzy…”dominującą linię orzeczniczą Sądu Najwyższego”, na którą SN sam się powołuje i uważa, że od tej pory już nie musi poddawać szczegółowej analizie stanu prawnego, ponieważ przecież…dominująca linia orzecznicza Sądu Najwyższego mówi tak lub inaczej

Sprytne?

Przy okazji od chwili, gdy SN powołuje się na dominującą linię orzeczniczą, sądy powszechne czynią analogicznie, ponieważ, który sędzia będzie chciał mieć uchylony wyrok przed SN?

I kto to robi?

Robi to jakiś nieświadomy zasad orzeczniczych obywatel?

Robi to jakiś niedouczony student pierwszego roku prawa?

Nie…czyni tak majestatyczny, niezawisły, pełen frazesów o szacunku dla prawa Sąd Najwyższy, a za nim wiele sądów powszechnych. 

Nie twierdzę, że tak się dzieje w całym Sądzie Najwyższym, ale w każdym razie…tak to się robi…w niektórych orzeczeniach Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych – na co w przynajmniej kilkunastu publikacjach podałem przykłady.

Co ciekawe, Izba Cywilna tego samego Sądu Najwyższego w kilku (przynajmniej czterech) ostatnich orzeczeniach kategorycznie zakazała takich praktyk! Ale to nie przeszkadza Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych i niektórym sądom powszechnym „gwizdać” na to czego zakazuje Izba Cywilna SN i czego zakazuje TK i przedstawiciele doktryny.

No tak…ale na temat Sądu Najwyższego jakiego kraju ja teraz piszę? Może tu nie chodzi o majestat polskiego Sądu Najwyższego? Może ja piszę o katastrofalnych praktykach Sądu Najwyższego Zimbabwe, Białorusi, Uzbekistanu? No niestety – chodzi o nasz rodzimy Sąd Najwyższy.

Ktoś powie – „nie do wiary – to nie możliwe – to jakaś spiskowa teoria dziejów!”

Rozumiem to…ale tak trudno uwierzyć, że SN orzeka w niektórych przypadkach poza stanem normatywnym? Naprawdę tak trudno uwierzyć? Może warto przypomnieć kilka tytułów topowych polskich portali internetowych i gazet:

„Łapówki w Sądzie Najwyższym? Według biznesmena Józefa Matkowskiego za wyrok sędziowie chcieli 2 mln zł” – Se.pl
Będzie skandal? 2 mln zł łapówki za wyrok Sądu Najwyższego” – Dziennik.pl
„SKANDAL! Sędziowie rozmawiali o łapówkach i seksie!” – Se.pl
„Sąd Najwyższy: kasacja za 2 mln złotych? Śledztwo umorzone” – Polskie Radio.pl
„Nowe dowody ws. korupcji w Sądzie Najwyższym” – Republika
„Korupcja w Sądzie Najwyższym? Sprawa częściowo umorzona” – Rzeczpospolita.pl
„Korupcja w Sądzie Najwyższym: Skuteczna kasacja i dziewczynki” – Niezależna.pl
„Korupcja w Sądzie Najwyższym? Prezes SN: Pozostajemy w dyspozycji prokuratury” – Wprost
„Korupcja w Sądzie Najwyższym? Są nowe dowody – nagrania i sms-y” – Wprost
„Korupcja w Sądzie Najwyższym. Seremet nie zgadza się na umorzenie sprawy” – tvn24.pl
„Afera korupcyjna w Sądzie Najwyższym trafi pod dywan. Już o to zadbał sam główny bohater tej afery.” – W polityce.pl
„Nowa afera taśmowa: Korupcja w Sądzie Najwyższym? Zobacz nagrania, przeczytaj stenogramy” – wGospodarce.pl

Czy teraz po przeczytaniu kilku tytułów też tak trudno uwierzyć, że w SN dzieją się dziwne rzeczy w orzecznictwie dotyczącym wypłaty ryczałtów noclegowych?

Naprawdę tak trudno uwierzyć, że jeśli sędziom nie odpowiada treść przepisu, wówczas ją ignorują w ramach mylnie pojętej…”niezawisłości”…a później tworzą „dominującą linię orzeczniczą” i już…tarrraaamm…Sejm jest zbędny, Senat jest zbędny, Prezydent RP…może zaoszczędzić na atramencie pióra do podpisywania ustaw…

Ciach-prach i Sąd Najwyższy zrobił porządek z całym tym niepasującym do jego koncepcji prawem na podstawie wydumanej „dominującej linii orzeczniczej”.

Jako wolny człowiek mam prawo wierzyć w co chcę i nie wierzyć w co chcę, więc:

– nie wierzę, że przypadkowo SN w składach hierarchicznie podrzędnych podważał rozstrzygnięcia uwały siedmioosobowej z 2008 roku mówiącej, iż kierowca nie jest w podróży służbowej,

– nie wierzę, że przypadkowo nagle sędziowie zapomnieli zasad wykładni prawa w sprawach o ryczałty noclegowe w sytuacji, gdy rozstrzygając w innych sprawach doskonale je znali i pamiętali,

– nie wierzę, że nikt z SN nie dostrzegł, iż prawie wszystkie orzeczenia SN zasądzające wypłatę ryczałtów noclegowych zostały wydane w oparciu o nieobowiązujący wówczas (do 2010 roku) stan prawny,
– nie twierdzę, że orzeczenia SN są dowodem działań korupcyjnych, ale nie wierzę w nagłą przypadkową, niekontrolowaną eksplozję pozwów kierowców.

Nie wierzę w to wszystko, ponieważ zdrowy rozsądek nie pozwala mi wierzyć, że sądy akurat w tej jednej konkretnej sprawie zaczęły przejawiać amnezję w zakresie zasad stosowania wykładni prawa i że akurat w tej konkretnej sprawie dopadła SN amnezja w zakresie zasad logiki i dziwnym trafem akurat w tej sprawie sędziom zapomniała się uchwała SN z 2008 roku mówiąca, że kierowcy nie przebywają w podróży służbowej.

Coś za dużo tych dziwnych „zbiegów okoliczności”. Przyglądam się tej sprawie bardzo uważnie, łączę fakty, osoby i z całą pewnością CDN…

Zbeletryzowana hipoteza na rozluźnienie.

Choć temat jest bardzo poważny to jednak dla zachowania równowagi psychicznej dla rozluźnienia, przedstawię hipotezę dotyczącą prawdopodobnego przebiegu „procesów myślowych” niektórych osób w kwestii wydawania wyroków zasadzających. Poniżej przedstawiam, więc hipotetyczny, ale bardzo możliwy scenariusz zdarzeń. Poniższą rozmowę odbywa „Obywatel” z „Duchem Prawa”. Obywatel zadaje niewygodne pytania dotyczące zasądzania wypłaty ryczałtów noclegowych a Duch Prawa udziela interesujących odpowiedzi.

* * *

Obywatel:
Czy wolno orzekać wbrew treści uregulowania – istnieje przecież Monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy, która mówi, iż to Parlament określa treść przepisu, a sąd jedynie orzeka zgodnie z tą treścią…

Duch Prawa:

  • …aaaaa….ten cały….Monteskiusz….coś tam bredził o jakimś trójpodziale władzy, ale to było dawno i nie był nawet Polakiem, pisał w jakimś obcym trudnym języku i nie ma pewności, czy na pewno pisał o trójpodziale władzy – a może ktoś tylko źle go przetłumaczył…zapomnijmy o nim.

  • A ta cała logika w prawie? A po co nam tu – Duchowi Prawa logika? Tu najwyższy jest Duch Prawa, a nie ten cały przereklamowany Arystoteles, który był Grekiem…nie! Logika nie może być czymś wartościowym skoro powstała w Grecji, a Grecy popadli w tarapaty finansowe. Jakby byli tacy mądrzy, to by w tarapaty nie popadli.

  • My tu jesteśmy Duchem Prawa, więc odrzucamy logikę i orzekamy, że: „choć pracodawca nie miał obowiązku wypłacania należności z tytułu ryczałtów za noclegi to jednak (…) taki stan rzeczy uprawnia pracownika do otrzymania od pracodawcy” ryczałtów za noclegi (dziwna zbieżność z treścią uzasadnienia wyroku w sprawie III PK 4/14 z 24 z września 2014 r (str. 3 i 6).

Obywatel:
Ale Ale…może powyższa fraza trąci nieco brakiem logiki…no a może całkowicie jest jej pozbawiona?

Duch Prawa:

  •  ale cel Ducha Prawa został osiągnięty – chcieliśmy zasądzić ryczałty noclegowe to zasądziliśmy, bo jak się komuś coś należy to żaden przepis prawa mówiący, że się nie należy, Duchowi Prawa nie jest w stanie stanąć na przeszkodzie – koniec i kropka..Duch Prawa jest przecież…wielki…i niezawisły.

Obywatel:
Ale, ale…niektórzy zarzucają, że Duchowi Prawa, że stworzył (od słowa Stwórca) własną „dominującą linię orzeczniczą” z orzeczeń wydanych w trzyosobowych składach orzekających (czyli najniższych w hierarchii). Niektórzy mówią, że wcześniej w 2008 roku, inny Duch Prawa w składzie poszerzonym – siedmioosobowym, wydał uchwałę, z której wynika, że kierowcy zawodowi nie są w podróży służbowej, a więc nie należy im się od pracodawców wypłata świadczeń z tytułu podróży służbowej. Niektórzy mówią, że to akurat jest logiczne, ponieważ, aby istniał obowiązek wypłaty świadczeń z tytułu podróży służbowej, musi wystąpić w ogóle podróż służbowa.

Duch Prawa:

  • No tak…faktycznie ta cała logika i ta nieszczęsna uchwała Ducha Prawa z 2008 roku, wydana w składzie siedmioosobowym…niweczy naszą koncepcję zasądzania kierowcom ryczałtów noclegowych.

Obywatel:
Właśnie…no niestety nie da się całkowicie pominąć faktu, że uchwałę wydano i to na dodatek „siódemkową”.

Duch Prawa:

  • Trudno – nie po to jesteśmy Duchem Prawa, żebyśmy sobie z tym nie poradzili…więc napiszmy: choć pracodawca nie miał obowiązku wypłacania należności z tytułu ryczałtów za noclegi to jednak (…) taki stan rzeczy uprawnia pracownika do otrzymania od pracodawcy” ryczałtów za noclegi.

  • No! A teraz powtórzymy tę frazę tak wiele razy, aż ludzie pomyślą, że jest prawdą i zapomną, że kiedykolwiek była taka uchwała w 2008 roku – nadrzędna hierarchicznie, która mówiła, że kierowcy nie przebywają w podróży służbowej.

  • Ufff…udało się…

***

I wszystko zapewne byłoby dobrze z punktu widzenia Sądu Najwyższego, gdyby nie stało się nieszczęście, zafundowane mu przez ustawodawcę (ach ten ustawodawca!). Ten nieodpowiedzialny ustawodawca 3 kwietnia 2010 roku, wpisał do ustawy o czasie pracy kierowców w art. 2, że kierowcy dopiero od tej daty przebywają w podróży służbowej!!!

***

Duch Prawa:

  • Co za pech dla Ducha Prawa – teraz już każdy widzi, że do tej daty a contrario kierowcy nie przebywali w podróży służbowej i nawet ukrywanie uchwały z 2008 roku nie pomoże w zatajeniu tego faktu.

  • Co zrobić? co zrobić?

  • .a udajmy, że nic się nie stało i w sprawach sprzed kwietnia 2010 roku powołujmy się na nowy przepis, z którego wynika, że kierowcy już są w podróży służbowej – na pewno nikt się nie zorientuje, że zastosowaliśmy przepis, który nie obowiązywał w sprawach sprzed 2010 roku…kto by tam dociekał, a gdyby nawet ktoś dociekał to napiszemy, że: choć pracodawca nie miał obowiązku wypłacania należności z tytułu ryczałtów za noclegi to jednak (…) taki stan rzeczy uprawnia pracownika do otrzymania od pracodawcy” ryczałtów za noclegi.

  • Raz się udało to uda się jeszcze kilka razy…

  • Nooo taaak, tylko jak to zrobić, żeby ludzie się nie zorientowali, że w sprawie dotyczącej roszczenia za lata 1995-1999 (I PK 71/13) zastosowaliśmy przepis, który zaczął obowiązywać dopiero 15 lat później!?!

  • Co zrobić? Co zrobić?

  • Coś się wymyśli…wiem, powiedzmy, że nie zmienił się stan prawny – nie, to nie przejdzie, bo się zmienił i ludzie to wiedzą…wie o tym jakieś 900 tysięcy ludzi z branży TSL…hmmm…to powiedzmy, że ten stan prawny nie zmienił się…..w sposób istotny… ;-)…słabe ale nic lepszego nie da się wymyślić…

  • …a ponadto skoro od 2010 roku kierowcy przebywali w podróży służbowej to napiszmy, że do 2010 ustawodawca pewnie też miał intencję żeby przebywali, tylko o tym może zapomniał…nie …to nie przejdzie, więc napiszmy, że zgodnie z „dominującą linią orzeczniczą Ducha Prawa należy wypłacać ryczałty noclegowe, ponieważ Duch już wielokrotnie orzekł, że się należą”.

  • Ale żeby nie było, że całkiem nie dostrzegamy, że takiej normy przed 2010 roku nie było i żeby nikt nam nie zarzucił, że ignorujemy hierarchicznie nadrzędną uchwałę Ducha Prawa i żeby nie było, że wydajemy orzeczenia na podstawie przepisu, który zaczął obowiązywać dopiero 15 lat później, a więc żeby nikt nam nie zarzucił nielegalności wydania wyroku ze skutkiem wstecznym (retroaktywnym) to napiszmy, że choć pracodawca nie miał obowiązku wypłacania należności z tytułu ryczałtów za noclegi to jednak (…) taki stan rzeczy uprawnia pracownika do otrzymania od pracodawcy” ryczałtów za noclegi.

Obywatel:
Ale, Ale…ale nie ma w tym za grosz logiki i ludzie to widzą…

Duch Prawa:

  • Co zrobić? Co zrobić?

  • Wiem! Na wszelki wypadek, żeby ktoś nam nie zarzucił zakazanej retroaktywności wyroku wynikającej z zastosowania nieistniejącej normy, napiszmy w uzasadnieniu, że ryczałt za nocleg się kierowcom należy, ponieważ nie mieli zapewnionego standardu hotelowego w kabinie samochodu ciężarowego.

Obywatel:
Ale ale! Żaden przepis nie mówi, że pracodawca transportowy musi zapewnić standard hotelowy noclegu i nie możemy orzekać wbrew treści przepisu (contra legem), ponieważ to jest zakazane w doktrynie i zakazane przez orzeczenia TK i nawet zakazane przez orzeczenia Izby Cywilnej SN

Duch Prawa:

  • …jak pech to pech!

  • Co robić? Co robić?

  • Hmmm…więc napiszmy w uzasadnieniu wyroku, że co prawda z wykładni pierwszego stopnia (nadrzędnej) – językowej – nie wynika, iż kierowca musi mieć zapewniony standard hotelowy, ale napiszmy, że celem przepisu na pewno było zapewnienie standardu hotelowego!

Obywatel:
Ale, ale! TK i Izba Cywilna SN i doktryna mówi, że nie wolno powołać się na wykładnię celowościową (drugiego stopnia – podrzędną) jeśli treść normy jest jasna a § 9 Rozporządzenia MPiPS jest jasny jak słońce – nie wynika z niego konieczność zapewnienia jakiegokolwiek standardu hotelowego

Duch Prawa:

  • …Hmmmm...

  • Co robić? Co robić?

  • Wiem – powiedzmy, że to jest niegodne w XXI wieku spać w kabinie, z godnością walczyć się nie da – Brawo! Wydajmy takie wyroki, powołując się na godność i napiszmy, że minimalnym godnym standardem noclegu jest hotel!

  • Brawo!

  • Ale jesteśmy sprytni i mądrzy, nie na próżno nazywa się nas Duchem Prawa i nie od parady nosimy bereciki na głowach.

Obywatel:
Noo taaak…ale są dwa przepisy, jeden z art. 8 ust. 8 rozporządzenia 561/2006 WE, a drugi z art. 14 ustawy o czasie pracy kierowców, które wprost mówią, że minimalny godny standard noclegu dla kierowcy to kabina noclegowa samochodu ciężarowego….

Duch Prawa:

  • Szok – te przepisy faktycznie są ?…no tak..są!…

  • Co robić? Co robić?

  • Hmmm…mam! Napiszmy, że te dwa przepisy nie mają związku systemowego z uregulowaniami dotyczącymi podróży służbowej!

  • Ale jesteśmy dobrzy…szok…słusznie Prezydent nas mianował do Ducha Prawa! Każdy by tego nie wymyślił.

Obywatel:
Ale, ale…chwileczkę – rozporządzenie unijne mówiące o minimalnym dopuszczalnym standardzie noclegu kabinowego, korzysta z zasady supremacji nad prawem krajowym i stosuje się jego postanowienia wprost do krajowego systemu prawnego!

Duch Prawa:

  • Co robić Co robić?

  • Wiem! Napiszmy, że rozporządzenie 561/2006 WE nie reguluje kwestii związanych z wynagrodzeniem!

Obywatel:
Ale..ale…przecież ryczałty noclegowe nie są częścią wynagrodzenia!

Duch Prawa:

  • Hmmmm….eeee…a kto tam się na tym zna?

Obywatel:
Ale ale…przecież art. 10 rozp. 561/2006 WE wprost mówi o wynagrodzeniu

Duch Prawa:

  • ...eeeeee…powiedzmy, że nie mówi, nikt się nie połapie w tym, zamuli się sprawę..

Obywatel:
Ale, ale…przecież art. 14 UoCzpK mówi, że minimalny standard noclegu to standard kabinowy a nie hotelowy!

Duch Prawa:

  • Też się Obywatel przyczepił…

  • Co robić? Co robić?

  • Wiem…odpiszmy, że zgodnie z dominującą linią orzeczniczą Ducha Prawa, ten nieszczęsny artykuł 14 nie ma zastosowania.

  • Tak i dopiszmy mu jeszcze, że tak w ogóle to ten przepis jest tylko dowodem, że ten cały Parlament to nie może tak sam sobie uchwalać tych przepisów, bo później tylko problemy z wydawaniem wyroków są!

  • Co ten parlament i Prezydent sobie wyobrażają? Myślą, że po co my tu w Duchu Prawa jesteśmy? Godność nam nie pozwala, żebyśmy musieli opierać wyroki na jakichś tam niemądrych przepisach, które nam do wyroku nie pasują – jak mamy tak pracować!? Jak żyć, jak żyć…?

  • Hmmm…jednak coś trzeba z tym artykułem 14, będącym cierniem w naszym zacnym pośladku, zrobić!

  • Co robić? Co robić?

  • Hmmmm…wymyśliłem…napiszmy, że to nie ma znaczenia, czy standard noclegu był hotelowy, czy też nie, ponieważ ryczałty noclegowe należą się kierowcy niezależnie od tego, czy poniósł koszt noclegu, czy też spał w kabinie i bez znaczenia jest standard snu, ponieważ ryczałt kierowcom należny jest zawsze!

  • Tarrraaaamm Dobre co? No! Główkę się ma nie od parady…no to znaczy od parady w bereciku też…w sumie głównie od parady, ale czasami nie od parady…

Obywatel:
Ale, ale…art. 77 zn.5 KP oraz § 9 rozp MPiPS z 2002 roku i inne przepisy tego rozporządzenia mówią, że ryczałt noclegowy należy się kierowcy jedynie jako zwrot kosztów…tak mówi kilka niezależnych przepisów, a gdy kierowca spał w kabinie to nie ponosił kosztu noclegu i ten prawnik mówi, że wobec tego nieprawdą jest teza Ducha Prawa o prawie do ryczałtu noclegowego, jeśli kierowca nie spał w godnych warunkach hotelowych, ponieważ on mówi, że żeby domagać się zwrotu kosztu to najpierw musi wystąpić koszt…a kosztu nie było!

Duch Prawa:

  • …reetyyyyy…znowu ta logika…a niechby drzwi ścisły tego Arystotelesa! Już nas zęby bolą od tej logiki! My tu jesteśmy Duchem Prawa i nie po to zostaliśmy Duchami, żeby całe życie o logice słuchać, a ten Obywatel się uparł i nic tylko logika i logika i jakieś następstwo zdarzeń…no normalnie orzekać się nie da w takich warunkach !!! Akysz! Akysz!

  • No to my tu im teraz pokażemy i za to, że napisali na nas skargę do Pierwszego Duchownego Prawa i za to, że zawnioskowali o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko nam, i za to, że poszli przeciwko nam na skargę do Prezydenta i do Komisji Europejskiej, i do Trybunału Praw Człowieka, i do Trybunału Konstytucyjnego, i do Prokuratury – to za karę nie będziemy w „przedsądzie” przyjmować skarg kasacyjnych tych dociekliwych Obywateli…

Obywatel:
Aleeeee…dlaaaczeeegooo ???

Ujawnione Oblicze Ducha Prawa:

  • Bo tylko udajemy Ducha Prawa a tak naprawdę jesteśmy..Zarządcami Folwarku Zwierzęcego i w tym folwarku zwierzęcym rządzimy MY…!

  • Brawo MY!

  • …i jeśli będziemy chcieli to zasądzimy 3 mln zł nawet, gdyby było to niezgodne z treścią normy i nawet, gdyby to naruszało wszelkie zasady prawoznawstwa i nawet, gdyby urągało zasadom logiki – wolno nam, bo jesteśmy…Zarządcami.

Aby zminimalizować ryzyko nieodwracalnego pokrzywdzenia strony procesu przez ewidentny błąd sądu zaproponowałem reformę zasad orzekania, z którą można zapoznać się we wpisie: http://mariuszmiasko.pl/77/